poniedziałek, 31 października 2011

Oscar Wilde - Portret Doriana Graya

O 'Portrecie Doriana Graya' ostatnimi czasy było bardzo głośno. Nie tylko na blogach z recenzjami, ale także w prasie, telewizji i radiu - a wszystko to za sprawą ekranizacji powstałej w 2009 roku. Oscar Wilde napisał swą książkę w 1890 roku - także stosunkowo dawno. Do tej pory nie słyszałam o tym autorze ani o powieści, jednak gdy tylko ujrzałam film na podstawie 'Portretu Doriana Graya' z moim ukochanym Benem Barnersem w roli głównej, postawiłam sobie za cel przeczytać pierwowzór. Przyjemności tej dostąpiłam kilka dni temu. Spodziewałam się nieziemskiej, wciągającej lektury z prawdziwym przesłaniem. Czy wszystko było zgodne z moimi założeniami? Nie do końca.

Dorian Gray to nieśmiały młodzieniec. Grzeczny, kulturalny i delikatny. Jednak z każdą przewróconą stroną jego postać nabiera barw wręcz demonicznych. Główny bohater staje się zapatrzony w siebie, zachłanny na własną urodę oraz przerażony możliwością jej utraty. Jego przyjaciel, znany malarz Basil Hallward, maluje jego portret. Gray wypowiada życzenie, w którym prosi o to, żeby to obraz się starzał, a jego ludzka postać winna zachować obecne rysy. Jego prośba zostaje wysłuchana i od tej pory Dorian się nie starzeje. Piętno czasu odbija się jednak na wyżej wspomnianym obrazie, który w końcu ląduje na strychu, by zmiany nie zostały zauważone. Główny bohater z grzecznego chłopca przemienia się w prawdziwy czarny charakter, dbający o swoją reputację i bezpieczeństwo. Nikt tak naprawdę nie wie, co siedzi pod tą gładką skórą i falującymi, złotymi włosami...

Gdy tylko dorwałam swój egzemplarz powieści Oscara Wilde'a, zasiadłam wygodnie w fotelu i z wielkim entuzjazmem rozpoczęłam swoją przygodę z Dorianem. Jednak mój entuzjazm bardzo szybko wygasł, gdyż już po pierwszych kilku stronach byłam zmęczona stylem pisania autora. Nie przepadam za książkami, które zostały napisane dalej niż trzydzieści lat temu, jednak bardzo chciałam dać Wilde'owi szansę. Postanowiłam zacisnąć zęby i dalej czytać, coby nie wyjść na osobę, która boi się klasyki. Dobrze, że nie rzuciłam Bogu winnego 'Portretu...' w kąt, ponieważ wiem, że wiele bym na tym straciła. Chociaż język autora wciąż mnie lekko drażnił, bez problemu zagłębiłam się w historię nieziemskiego Doriana Gray'a. I pomimo faktu, iż wiedziałam co się dalej wydarzy, książka trzymała mnie w napięciu - byłam bardzo ciekawa rozwoju akcji. Autor zgrabnie prowadzi czytelnika przez historię uroczego młodzieńca. Często zmusza do głębszych refleksji nad własnym życiem, a także dostarcza wielu emocji. Umiejętnie wplata kolejne wątki, zjawiskowo prowadzi narrację. Jednak tę sielankę burzy mi jedna rzecz: spodziewałam się, nie, ja miałam ogromną nadzieję, że narracja będzie prowadzona przez samego Doriana. A tu zaskoczenie, narracja trzecioosobowa. Uważam to za poważny błąd, gdyż w wypadku, kiedy historię opowiadałby sam Gray, czytelnik mógłby dowiedzieć się, co tak naprawdę siedziało w jego głowie. Mielibyśmy szansę poznać go od tej bardziej prywatnej strony. W obecnej sytuacji możemy jedynie delikatnie dotknąć problemu, który spotkał głównego bohatera, nie jesteśmy w stanie domyślić się, co zmusiło go do tak przerażających czynów.

'Portret Doriana Graya' to powieść, która mimo, że powstała w 1890 roku, wciąż porusza aktualne i ważne tematy. Autor zmusza nas do korzystania z życia, poddawania się przyjemnościom i pokusom, popełniania grzechów... Zdecydowanie nie jest to 'grzeczna' książka. Powieść Oscara Wilde'a to z jednej strony klasyka tego typu literatury, z drugiej zaś przewodnik p.t. 'Jak nie przejmować się drobnostkami'. Świetnie skonstruowani bohaterowie pozwalają nam poznać mroczną codzienność dziewiętnastowiecznego Londynu. Pokazują nam prawdziwe, surowe życie, które można sobie umilić na miliony różnych sposobów. Autor kusi i kusi czytelnika coraz to nowymi rzeczami, wodzi za nos i ukazuje wiele prawd życiowych. Jednym słowem, jest to historia mądra, lecz bardzo przebiegła.

Nie tylko postać Doriana jest świetnie wykreowana - Basil i Henryk to równie intrygujące i realne postacie. Wilde był mistrzem w tworzeniu bohaterów - każdy z nich miał swój własny, niepowtarzalny charakter, a co więcej, każdy z nich odgrywał w powieści znaczącą rolę. Bo nawet drugoplanowa postać brata Sybilli pełni duże znaczenie w historii Doriana. Autor stworzył bardzo realnych, aż do bólu prawdziwych bohaterów, dzięki którym książka zyskuje na rzeczywistości . Jedyna rzecz, do której sceptycznie podeszłam, to ogromny zachwyt mężczyzn nad urodą i charakterem głównego bohatera. Odczuwałam tu pewien odbieg od realnego życia, jednak może zabieg ten był popełniony celowo - w końcu Oscar Wilde został skazany na dwa lata ciężkich robót za kontakty homoseksualne. Szkoda jednak, że wątek homoseksualizmu (a raczej biseksualizmu) przedstawiony jest jedynie w ekranizacji, powieść jedynie delikatnie daje odczuć czytelnikowi to, co autor miał na myśli. A może to tylko mój kolejny głupi wymysł, nie wiem.

Kolejnym irytującym mnie faktem, była miłość Doriana Graya do pewnej aktorki teatralnej, Sybilli. W jednym momencie była dla niego osobą nieosiągalną, w drugim zaś oświadcza się jej, a potem przez jeden głupi błąd zrywa zaręczyny. Cały związek pomiędzy tą dwójką trwał jak dla mnie za krótko, autor przedstawił go jedynie powierzchownie, nie pozwolił nam się oswoić z myślą, że są razem, a potem dopiero pozwolić na huczne zerwanie zaręczyn. Wilde nie pozwala czytelnikowi na rozkoszowanie się miłością dwojga ludzi, bezuczuciowo ich rozdziela i skazuje jedno na śmierć. Czyżby autor pozazdrościł Szekspirowi tragizmu?

Okładka, tak, okładka, bo o niej nie wspomnieć nie mogę. Istnieje wiele wydań 'Portretu Doriana Graya', wszak powieść ta ma już ładne ponad sto lat i trochę. Osobiście posiadam egzemplarz z okładką filmową, która mnie w pełni satysfakcjonuje - łypie z niej na mnie mój ukochany, cudowny Ben Barners. Cała książka wydana jest bardzo starannie, także powieść Oscara Wilde'a cieszy nie tylko umysł ale i oko. Nie lubię nieładnie wydanych książek, dlatego ta mnie w pełni zachwyca: i treścią i oprawą.

'Portret Doriana Graya' to klasyka literatury pięknej, z którą każdy czytelnik powinien się zapoznać. Pomimo kilku małych niedociągnięć, jest naprawdę świetną lekturą, która w nieco brutalny sposób uczy nas, że powinniśmy w życiu poświęcać się nie tylko obowiązkom, ale i dobrej zabawie. Mądra, intrygująca książka z przesłaniem. Polecam serdecznie.


„Kochać - to znaczy wznieść się ponad siebie”


Ocena: 8/10

8 komentarzy:

Tristezza pisze...

Jeszcze nie czytałam, ale widzę, że muszę to zmienić ^^ Jestem strasznie ciekawa tej ksiażki, ale jakos nie miałam jeszcze okazji się z nią zapoznać :D

kasandra_85 pisze...

Świetna książka. Na mnie też zrobiła duże wrażenie:)
Pozdrawiam!!

Leanne. pisze...

Ach, Dorian ! *__* Uwielbiam, kocham, wychwalam pod niebiosa i bez żadnego wahania dałam maksymalną ocenę. :D Zgadzam się co do języka, jakim posługuje się Wilde - nie jest łatwy, trzeba do niego przywyknąć, co mnie na szczęście udało się błyskawicznie. ;) Uważam, ze ten język jest cudowny ! Kwiecisty,poetycki... ideał ! 'Portret...' i czasy w jakich rozgrywała się akcja zauroczyły mnie tak bardzo, że wciąż szukam powieści z XIX wieku i powoli zaczynają one przysłaniać w moim rankingu, romanse paranormalne. :D

cyrysia pisze...

Jeszcze nie czytałam, ale jestem już urzeczona okładką i przystojnym Dorianem. Muszę więc koniecznie rozejrzeć się za tą książką.

Cassiel pisze...

Książkę powinnam przeczytać, a nie przeczytałam bo nie miałam jak jej zdobyć, a nie chciałam kupować. Teraz jestem wkurzona, bo jak widzę książka jest dobra i warto przeczytać. Zaczęłam oglądać też film do połowy i wydał się ciekawy, więc książka będzie pewnie lepsza. :)

Gabrielle_ pisze...

U mnie książka od prawie miesiąca leży na półce a nie mam kiedy się za nią zabrać ;/ Ale skoro jest tak dobra to chyba w końcu trzeba będzie się przełamać :)

Dusia pisze...

Zamierzam sięgnąć: nie z jakiejś szczególnej ciekawości, raczej dlatego, że nie wypada nie znać takiego klasyka

Klaudia pisze...

Wiem, że jest w bibliotece i muszę ją wypożyczyć, bo klasyka mnie nie przeraża